Łupy z rzeźni
Kto kiedykolwiek mieszkał w Poznaniu wie, czym pachnie wycieczka na pchli targ na terenie Starej Rzeźni. Dziesiątki handlarzy i tłumy szperaczy węszących okazje spotykają się tam co weekend. Stali bywalcy wiedzą, w którą sobotę miesiąca dopaść można naprawdę cenne antyki, a w którą niedzielę wybrać się po tzw. śmieci.
Planując wycieczkę do Poznania po długiej nieobecności, wiedziałam, że niedzielny poranek muszę zarezerwować dla rzeźni. Pobudka o 7.30, tak, by przed 9.00 przekroczyć królestwo osobliwości. Na targowisku można kupić dosłownie wszystko: ubrania, niemiecką chemię, sprzęty gospodarstwa domowego, rowery, meble. Ja najbardziej lubię te kocyki, na których nic do siebie nie pasuje, a większości przedmiotów, takich jak: album ze zdjęciami z urodzinowego posiedzenia w „dużym pokoju” nieznanej rodziny, grzebień w wyłamanymi zębami czy popsuty pilot do telewizora marki, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, nikt nigdy nie kupi.
Na takich właśnie stoiskach znalazłam perełki: spinacze plikowe wyprodukowane w Dąbrowie Górniczej przez Rzemieślniczą Spółdzielnię Zaopatrzenia i Zbytu, kartki ze zwierzętami i kryształową cukierniczkę barową. Po targach łączny koszt zakupów nie przekroczył 10 zł.


