Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Charles Schulz early

 

Charles Schulz (1922-2000)

W ciągu pięćdziesięciu lat Schulz każdy jeden z 17 897 pasków „Fistaszków” narysował samodzielnie, bez pomocy asystentów. Konieczność wyprodukowania sześciu pasków dziennie i całej strony w niedzielę, wymagała od niego regularnego trybu pracy. Schulz wypełniał swoje obowiązki niezwykle solidnie, poświęcał „Fistaszkom” siedem godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu. Od poniedziałku do piątku wstawał o świcie, brał prysznic, golił się i budził dzieci na śniadanie (zazwyczaj naleśniki przygotowane przez jego żonę).

O 8. 20 zawoził dzieci do szkoły rodzinnym samochodem, po drodze zatrzymując się by zabrać też dzieci sąsiadów. Potem zasiadał nad stołem kreślarskim, w swoim studio za domem.

Zaczynał od bazgrania ołówkiem i pozwalał odpłynąć umysłowi. Jego metoda polegała na tym by najpierw „siedzieć i myśleć o przeszłości, odgrzebywać niemiłe wspomnienia i tego typu rzeczy”. Kiedy tylko wpadał na dobry pomysł, pracował szybko i w intensywnym skupieniu, by przerzucić ideę na papier, nim natchnienie go opuści.

Schulz lunch jadał w swoim studio – prawie zawsze była to kanapka z szynką i szklanka mleka –
i pozostawał tam do 4 po południu dopóki dzieci nie wróciły ze szkoły.

Taka regularność pracy pasowała do jego temperamentu i pomagała mu walczyć z chronicznym niepokojem, który doskwierał mu przez całe życie. „Czułbym się wprost okropnie, gdybym nie mógł rysować komiksów” – powiedział pewnego razu Schulz – „Czułbym wielką pustkę, gdybym nie mógł tego robić”

Fragment pochodzi z książki „Daily rituals”, Mason Currey, wyd. Picandor, (tłum. Agata Napiórska)

Over nearly fifty years, Schulz drew every one of his 17 897 Peanuts comic stripes by himself, without the aid of assistants. The demands of producing six daily stripes and a Sunday page required a regular schedule, and Schulz fulfilled his duties in a buisnesslike manner, devoting seven hours a day, five  days a week, to Peanuts. On weekdays he rose at daybreak, tokk a shower, shaved, and woke his children for breakfast (usually pancakes, preparad by his wife). At 8:20, Schulz drove  the kids to school in the family station wagon, stopping to pick up the neighbor’s children on the way. Then it was time to sit down at the drawing board, in the private studio, beside his house. He would begin by doodling in pencil while he let his mind wander; his usual method was to „just sit there and think about the past, kind of dredge up ugly memories and things like that.” Once he had a good idea, however, he would work quictly and with intense concentration to get it onto paper before the inspiration dried up.

Schulz stayed in his studio for lunch – almost always a ham sandwich and a glass of milk – and continued working until 4:00, when the kids returned home from school. The regularity of the work suited his temperament and helped him cope with the chronic anxiety he suffered throughout his life. „I would feel just terrible if I couldn’t draw comic strips,” Schulz once said. „I would feel very empty if I were not allowed to do this sort of thing”.

 The exerpt comes from „Daily rituals” by Mason Currey, Picandor (translated by Agata Napiórska)