Watch Docs ostatnia szansa
16. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Watch Docs – Prawa Człowieka w Filmie twa w najlepsze. Czego nie możecie przegapić dziś, jutro i pojutrze? Poleca Janka Fiołek.
„Gorzka czekolada”, reż. Benthe Forrer
W pierwszej scenie filmu Benthe Forrer holenderski dziennikarz Teun van de Keuken donosi na siebie policji – przyznaje się do współsprawstwa zbrodni niewolnictwa, ponieważ… właśnie zjadł czekoladę. Nie da się ukryć – wszyscy jesteśmy współsprawcami, wspierając jako konsumenci światowy system jej produkcji, w którym na etapie zbioru ziaren kakaowca masowo wykorzystywana jest niewolnicza praca dzieci. Naturalnie z początku Teun i jego koledzy chcą przede wszystkim zrobić dobry program telewizyjny, stąd natępne pomysły, zwłaszcza produkcja czekolady „wolnej od niewolnictwa”. Z czasem akcja wciąga ich coraz bardziej i choć kolejne zderzenia z rzeczywistością, także tą fair-trade’owo ometkowaną, zmuszą ich do realistycznej korekty celów – teraz produkują czekoladę „prawie wolna od niewolnictwa” – efekty dalece przerosną oczekiwania. Dziś Tony Chocolonly to jedna z najsilniejszych w Holandii czekoladowych marek. Bardzo po holendersku – trzeźwo, z humorem i rozbrajającą bezpośredniością, ale i z imponującą wytrwałością Teun i jego koledzy podejmują całkiem owocne działanie w wydawałoby się beznadziejnej sprawie. I podobnie też, bez chwili nudy, bez zadęcia i sztucznej słodyczy, opowiada o tym Benthe Forrer.
„Gorzka czekolada”, często zresztą tak naprawdę mleczna, smakuje wybornie, a przy tym – (prawie) nie ma w niej ukrytej czyjejś goryczy.
„Nieustraszony wróbel”, reż. Nanfu Wang
Ye Haiyan (a.k.a Hooligan Sparrow) to nietuzinkowa chińska aktywistka, wsławiona mocno niekonwencjonalnymi metodami walki o prawa sex workerek. Teraz wraz z grupą podobnie jak ona zdeterminowanych obrońców praw człowieka rusza na południe, do prowincji Hainan, by protestować przeciw bezkarności dyrektora szkoły, który wykorzystał seksualnie sześć dziewczynek. Niestety, nie jest to bynajmniej nietypowa sprawa, ale mało kto ośmiela się atakować sprawców umocowanych w hierarchii władzy. Bezkompromisowych aktywistów, uzbrojonych tylko we własną odwagę i społecznościowe media, nieuchronnie czeka permanentna inwigilacja, przesłuchania i starannie aranżowane prześladowania. Większość nie uniknie więzienia. Jakąś prawdę o ich nierównej walce opowiedzieć mogła tylko dokumentalistka zdecydowana na równie partyzanckie działania, gotowa stawić czoła zastraszaniu i niszczeniu kamer, które zastąpi nowoczesnym sprzętem do nagrywania ukrytym w okularach. Nanfu Wang zdemaskuje przy jego użyciu wielu tajnych agentów i prowokatorów, a w końcu przemyci z kraju swój rewelacyjny materiał i opowie światu niezwykłą historię „nieustraszonego wróbla”.
Sprawa Borneo, reż. Erik Pauser & Dylan Williams
Film Erika Pausera i Dylana Williamsa pokazuje efekty rabunkowej wycinki tropikalnej dżungli porastającej malezyjską prowincję Sarawak na Borneo. Bohaterami „Sprawy Borneo” są aktywiści od kilkudziesięciu lat walczący o prawa ostatnich w Azji Południowo-Wschodniej plemion zbieraczy i myśliwych, zamieszkujących te obszary. Walka jest nierówna: gubernator prowincji, osławiony Abdul Taib Mahmud, który przy współpracy zachodnich korporacji przez lata zgromadził gigantyczną fortunę na eksploatacji równikowych lasów, nie cofnie się przed niczym, by ocalić swoje imperium. Działacze, usiłujący zwrócić uwagę świata na skalę dewastacji środowiska naturalnego i los miejscowych plemion, są zastraszani, więzieni, poddawani torturom. Albo znikają bez śladu – jak Bruno Manser, Szwajcar, dla którego dżungla Sarawak stała się drugim domem. Ale w Londynie działa mała, zagłuszana przez malezyjskie władze radiostacja, która stopniowo ujawnia dowody wskazujące rozmiary korupcji, malwersacji i prania pieniędzy. Autorzy filmu śledzą losy dwóch aktywistów, którzy po latach spędzonych na przymusowej emigracji wracają na Borneo, by przy pomocy brytyjskiej dziennikarki prowadzić akcję wymierzoną przeciwko Taibowi i współpracującym z nim korporacjom. Okaże się, że w tak trudnej rozprawie można odnosić naprawdę spektakularne sukcesy.
„Za kratami nie nosimy burek”, reż. Nima Sarvestani
Dla kobiet skazanych na życie w jednym z najbardziej restrykcyjnych społeczeństw świata więzienie niekiedy jest jedynym miejscem, w którym mogą czuć się… swobodnie. Nikt nie każe im tu zasłaniać twarzy, z dala od utrzymywanego przez rodziny terroru mogą marzyć, snuć plany na przyszłość i wychowywać dzieci. Większość kobiet przebywających w afgańskim więzieniu Takhar odsiaduje wieloletnie wyroki za ucieczkę z domu lub zdradę. Wiele z nich zostało w dzieciństwie sprzedanych rodzinie męża (jak bohaterka poprzedniego dokumentu Nimy Sarvestaniego – jego nowy film to w pewnym sensie kontynuacja Sprzedanej). Niemal każda ma do opowiedzenia przerażającą historię psychicznej i fizycznej przemocy ze strony męża i rodziny. Oczywiście – system karzący ucieczkę z domu kilkunastoletnim więzieniem jest nieludzki. Ale paradoksalnie, w więzieniu kobiety po raz pierwszy w życiu znajdą się pod opieką państwa. W miarę jak wyroki zbliżają się do końca, rośnie niepewność – mąż może uznać, że dziesięć lat więzienia to zbyt mało, by odpokutować ucieczkę. Jedynym wyjściem, które pozwoli ocalić honor rodziny, będzie wtedy śmierć niewiernej. Żadna z tych kobiet nie trafi drugi raz do więzienia – recydywa do dla nich wyrok śmierci, o czym bez ogródek mówią odwiedzający. Jedna z bohaterek, potajemnie romansująca z kochankiem zamkniętym w męskim oddziale więzienia, zamierza zacząć życie na nowo gdzieś daleko od domu. Kibicujemy jej zamiarom, choć płomyk nadziei na wyrwanie się z zaklętego kręgu honorowej przemocy jest bardzo nikły.Powrót do rzeczywistości po odbytym wyroku zawsze jest trudny, ale wolność zazwyczaj kojarzy się z nadzieją. O jakiej jednak wolności marzą kobiety z więzienia Takhar?